• Wpisów: 28
  • Średnio co: 67 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 13:33
  • Licznik odwiedzin: 3 484 / 1954 dni
 
mohitta
 

“ Oil free! ”



“ 100% natural! ”



“ Long-lasting! ”



Brzmi znajomo prawda? Ileż to razy dałyśmy się nabrać producentom i kupiłyśmy akurat ten ich jeden konkretny produkt tylko dlatego, że przeczytałyśmy te magiczne hasła? Niestety, większość z nich nie ma większego znaczenia. Ich głównym zadaniem jest "zachęcanie, czy wręcz, przyciąganie" klienta. Po części jest to spowodowane tym, że FDA (Food and Drug Administration) nie reguluje tego co wchodzi w skład kosmetyków. I choć istnieją wytyczne dotyczące etykietowania, nikt tego nie weryfikuje. Eksperci uważają to zjawisko za pozytywne twierdząc, że gdyby mniej znane marki musiały restykcyjnie stosować się do wytycznych FDA, większość z nich nawet nie pojawiła by się na rynku, nie mówiąc już o jakich kolwiek osiągnięciach. Niestety brak odpowiednich regulacji powoduje, że odpowiedzialność za niedociągnięcia producenta spada na nas - klientów. To my musimy odnaleść się w tym całym etykietowym żargonie, jeśli chcemy mieć pewność tego co nakładamy na twarz. Same doskonale wiecie, że żeby naprawdę przekonać się co producenci oferują nam do nakładania na skórę, musimy przebrnąć przez dobrze zakamuflowaną, chemicznymi nazwami, listę składu co nie jest łatwe do ogarnięcia bez pomocy internetu czy podręcznika do chemii kosmetycznej. Dlatego dzisiaj chcę przytoczyć wam hasła reklamowe, na widok których powinna zapalić się wam czerwona lampka:  mohitta.blogspot.com

download.jpg


dermt.jpg

Nie możesz dodać komentarza.